Tramadol w korzeniach drzewa. Zagadka, której nikt nie rozwiązał
W 2013 roku zespół chemików ogłosił odkrycie, które nie miało prawa się wydarzyć. W korzeniach afrykańskiego drzewa znaleziono tramadol — lek przeciwbólowy opracowany i opatentowany przez niemiecką firmę farmaceutyczną w latach sześćdziesiątych XX wieku.
Substancja uważana za w pełni syntetyczną, stworzoną przez ludzi w laboratorium, okazała się obecna w roślinie używanej w tradycyjnej medycynie zachodnioafrykańskiej od pokoleń.
Trzynaście lat później spór o to, co tam właściwie znaleziono, nadal nie jest rozstrzygnięty — a jego przebieg mówi więcej o granicach nauki i o stanie środowiska niż sam wynik.
Odkrycie
Punktem wyjścia była zwyczajna praca nad roślinami leczniczymi. Doktorant z Kamerunu zajmował się gatunkiem, którego korzenie stosuje się w medycynie tradycyjnej przy cukrzycy, malarii, zaburzeniach neurologicznych oraz jako środek przeciwbólowy. Procedura była rutynowa: zmielić korzeń, wyekstrahować metanolem, oczyścić, zidentyfikować związki.
W ekstrakcie znalazł się tramadol.
Kierownik zespołu opisuje reakcję bez fałszywej skromności: rewolucja umysłowa. Odkryć w przyrodzie związek uznawany za wytwór człowieka — dla niego nie było wcześniej ani takiego doświadczenia, ani precedensu w literaturze.
Praca została opublikowana i odczytana szeroko jako dowód wartości medycyny tradycyjnej: oto receptury babć okazują się nie folklorem, lecz farmakologią, której zachodnia nauka dopiero dorasta.
Kontrargument
Potem przyszła druga analiza i była miażdżąca.
Zawartość była za wysoka. Stężenie tramadolu w badanym materiale okazało się nieprawdopodobne jak na metabolit wtórny rośliny — rośliny nie wytwarzają pojedynczych związków w takich proporcjach.
Rozkład geograficzny nie pasował. Próbki tego samego gatunku z innych regionów tramadolu nie zawierały. Gdyby roślina go syntetyzowała, robiłaby to wszędzie.
A rozstrzygający był metabolit. W glebie i w materiale roślinnym wykryto nie tylko sam tramadol, ale i produkty jego przemiany charakterystyczne dla organizmu ssaka. Roślina nie ma jak ich wytworzyć. Musiały przejść przez czyjąś wątrobę.
Czyją — ustalono w wywiadach z rolnikami. Na północy Kamerunu tramadol podaje się bydłu, żeby zwierzęta lepiej znosiły skrajny upał i dłużej pracowały. Zwierzęta wydalają lek i jego metabolity, te trafiają do gleby, a stamtąd do korzeni.
Czyli nie odkrycie, tylko zanieczyszczenie — i to zanieczyszczenie o dość ponurym pochodzeniu, bo oznacza stada bydła uzależnione od opioidu.
I kontra kontrargumentu
Zespół, który dokonał pierwotnego odkrycia, tej wykładni nie przyjął i nie przyjmuje do dziś.
Argument ekonomiczny: podawanie bydłu wysokich dawek leku po prostu się nie opłaca. Rolnik z północnego Kamerunu nie ma powodu inwestować w to tyle, ile trzeba by było, żeby uzyskać wykryte stężenia.
Argument zasięgu: tramadol wykryto także w innych gatunkach roślin, nie tylko w tym pierwotnie badanym.
Alternatywne wyjaśnienie, które zaproponowali, jest zaskakujące: małpy. Drzewa, z których pobierano próbki, są pełne małp jedzących owoce. Jeśli tramadol jest w owocach, zwierzęta wydalają go na glebę.
Jest to, jak zauważa prowadzący rozmowę, wyjaśnienie równie dziwne jak to, które ma zastąpić.
Moment, w którym nauka się zatrzymuje
Padło wtedy pytanie, które jest sednem całej tej historii: czy rozważaliście możliwość, że obie strony się mylą?
Odpowiedź kierownika pierwotnego zespołu jest szczera i warta zacytowania jako postawa, nie jako konkluzja: że przychodzi moment, w którym naukowiec musi zakończyć i powiedzieć — wyjaśnienie jest takie albo takie. Zapytany wprost, czy rozważał zanieczyszczenie antropogeniczne przy pierwotnych badaniach, odpowiada, że szczerze mówiąc, nadal go nie rozważa.
Drugi zespół ujmuje sytuację równie uczciwie: podeszli do problemu z różnych stron, z różnymi układami doświadczalnymi, i nie potrafią uzgodnić interpretacji danych.
To jest rzadki i pouczający obraz. Dwa kompetentne zespoły, ten sam materiał, dwie niedające się pogodzić wykładnie — i żadna strona nie ma narzędzia, żeby drugą przekonać. Nie jest to spór o dane. Jest to spór o to, co jest bardziej nieprawdopodobne.
Antropocen, czyli co jeszcze znaczy „naturalny"
I tu historia przestaje być o jednym drzewie.
Jeżeli zanieczyszczenie jest wyjaśnieniem, to nie jest to wypadek przy pracy, lecz zapowiedź reguły. W wodociągach komunalnych praktycznie każdego większego kraju wykrywa się dziś metabolity kokainy i leków przeciwdepresyjnych. Farmaceutyki trafiają do środowiska w ilościach, które sto lat temu byłyby nie do pomyślenia.
Wniosek, który z tego wyciągnięto w rozmowie, jest niepokojący i trudny do podważenia: takich przypadków będzie coraz więcej, a granica między tym, co naturalne, a tym, co wytworzone przez człowieka, przestaje być ostra.
Dalej pada myśl jeszcze ciekawsza. Skoro organizmy przystosowują się do środowiska, a środowisko jest dziś w dużej mierze wytworem człowieka, to sama biosynteza produktów naturalnych może się zmieniać w odpowiedzi na to, co do niej wpuściliśmy.
Innymi słowy: pytanie „czy ta roślina wytwarza tramadol" może w przyszłości przestać mieć jednoznaczną odpowiedź — nie dlatego, że nie umiemy zmierzyć, tylko dlatego, że kategoria przestała działać.
Cena, którą ktoś za to płaci
Warto zejść z poziomu metodologii, bo za tą zagadką stoi bardzo konkretny kryzys.
Zachodnia Afryka, a Kamerun w szczególności, mierzy się z epidemią nadużywania tramadolu — przez lata pozostającą poza uwagą międzynarodowych instytucji zajmujących się polityką narkotykową. Lek jest importowany w dużych ilościach i dostępny wszędzie: na targach, w sklepikach, przy drogach.
Relacje ludzi, którzy go biorą, układają się w jeden wzorzec. Kopacz studni mówi, że po tabletce nie czuje zmęczenia i może dalej pracować — schodzi na dwadzieścia metrów, praca jest ciężka i ryzykowna. Zapytany, czy chce przestać, odpowiada, że jeszcze nie poczuł takiej chęci, i dodaje, że może w dniu, w którym będzie leżał w trumnie, w kieszeni marynarki znajdzie się tabletka.
Student prawa, który dwa lata temu przerwał studia, opisuje coś innego: że po dwóch, trzech tabletkach zmienia mu się umysł, a myśli, które przychodzą, to myśli o zrobieniu krzywdy komuś albo sobie.
Pojawia się też rozróżnienie, które w tamtym kontekście pada stale: że tramadol nie pochodzi ani od nas, ani z naszej przyrody — przyszedł z zewnątrz.
I zamyka się pętla, którą trudno opisać inaczej niż jako groteskową. Lek podawany bydłu, żeby ciężej pracowało. Zwierzęta uzależnione. Ludzie biorący to samo, żeby nie czuć zmęczenia przy tej samej pracy. I badacze spierający się o to, czy wykryty w glebie ślad pochodzi od krowy, od małpy, czy od rośliny.
Co z tego zostaje
Zostaje historia, która jest jednocześnie o chemii i o pokorze.
Odkrycie brzmiało jak dowód na to, że tradycyjna wiedza wyprzedziła naukę. Kontrargument brzmiał jak dowód na to, że skaziliśmy świat na tyle, że nie odróżniamy już własnych śladów od przyrody. Obie wersje mówią coś prawdziwego o naszej epoce i żadna nie została rozstrzygnięta.
Zostaje też obserwacja, która wykracza poza ten przypadek. Nauka nie zawsze kończy się konkluzją. Czasem kończy się dwoma zespołami, które zrobiły wszystko porządnie, dostały sprzeczne wyniki i nie potrafią uzgodnić, co one znaczą — a wtedy uczciwość polega nie na wybraniu strony, lecz na powiedzeniu, że sprawa jest otwarta.
Trzynaście lat później nadal jest.
Tekst opiera się na relacji z badań nad występowaniem tramadolu w materiale roślinnym w Afryce Zachodniej oraz na wypowiedziach obu zespołów badawczych. Stan sporu przedstawiono jako nierozstrzygnięty, ponieważ taki pozostaje. Tekst nie jest poradą medyczną. Tramadol jest lekiem opioidowym o udokumentowanym potencjale uzależniającym; jego stosowanie poza wskazaniami i bez nadzoru lekarskiego wiąże się z ryzykiem uzależnienia, drgawek i zespołu serotoninowego.